Poniższy artykuł jest przepisany z trockistowskiej gazety Militant w numerze z 25 listopada 1944 r.. Gazeta pojawiła się pod nagłówkiem "Powstanie w Warszawie". Artykuł opisuje powstanie w Warszawie, stolicy Polski, przeciwko niemieckiej armii imperialistycznej w 1944 r. oraz współudział stalinowskiego reżimu w Moskwie w krwawej klęsce powstania. 

Ten rok to setna rocznica Rewolucji Październikowej. Apologeci kapitalizmu i ich wierne papugi w ruchu robotniczym próbują cieszyć się myślą że upadek ZSRR oznaczał koniec socjalizmu. Ale to co upadło w Rosji nie było socjalizmem lecz jego karykaturą. W przeciwieństwie do często powtarzanych oszczerstw, reżim Stalinowski był antyteządemokratycznej władzy wprowadzonej przez Bolszewików w 1917.

“Cokolwiek byśmy myśleli o bolszewizmie, pozostanie faktem niezaprzeczonym, że rewolucja rosyjska jest jednym z największych wydarzeń w dziejach ludzkości, a powstanie bolszewickie – zjawiskiem obchodzącym cały świat.” John Reed, 1 stycznia 1919 roku. (J.Reed “Dziesięć dni które wstrząsnęły światem”, Wstęp)

Upadek Związku Radzieckiego był prezentowany przez obrońców kapitalizmu jako ostateczne zwycięstwo “gospodarki wolnorynkowej” nad “komunizmem”. Ćwierć wieku temu wywołało to falęeuforii pośród burżuazji i jej apologetów. Mówiono o ostatecznym kresie socjalizmu, kresie komunizmu a nawet kresie historii i od tego czasu byliśmy świadkami bezprecedensowej ofensywy ideologicznej przeciwko Marksizmowi na światową skalę. To irracjonalne radosne uniesienie nie znało granic.

Warunki w Grecji stają się rozpaczliwe w miarę, jak bezrobocie rośnie, obcina się pensje i emerytury, zamyka się wiele małych przedsiębiorstw, a kraj zmierza ku niekontrolowanemu bankructwu. Nacisk na zwykłych ludzi pracy jest nieustanny.

W sobotę 28 stycznia, około godziny 17.15 na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich na pograniczu Chorzowa i Katowic zawaliła się jedna z hal targowych. Odbywała się w niej bardzo popularna i ciesząca się uznaniem wystawa gołębi pocztowych. W środku mogło znajdować się nawet do tysiąca ludzi.